wtorek, 8 lipca 2014

Here is the bride !!

Powiem, krótko jak ludzie  są dla siebie stworzeni to widać to na kilometr albo i sto kilometrów. I tak jest w przypadku mojej Przyszywanej Złotą Nicą Siostry M. oraz P. 
Dlatego moi drodzy raz jeszcze wszystkiego najlepszego na Waszej wspólnej życiowej drodze. Mało problemów, wiele miłości. Bądźcie ze sobą i dla siebie :)
A tu kilka zdjęć z tego pięknego dnia.




 A rodzice mówili: "Pieniądze nie rosną na drzewach". A tu proszę !!



Balony, balony, balony. A hel taki śmieszny ;)




Taka panna Młoda :*



I już !!



Bardzo pysznie w tajskiej knajpce. Moja zdolność jedzenia pałeczkami była porażająca.




A potem grill i pyszne drinki do białego rana.
See You soon

Enjou

J.


poniedziałek, 7 lipca 2014

Happy Birthday America


4 lipca 1776 roku Stany Zjednoczone ogłosiły Deklaracje Niepodległości od Wielkiej Brytanii. I tak od tej pory corocznie hucznie obchodzą to święto. Taki nasz 11 listopada wzmocniony razy kilka. Ogródeczki ozdobione, flagi powywieszane. Amerykanie również sami przystrajają się trochę czy to koszulka czy to czapka, a czasem jakiś fajny gadżet. My nie byliśmy gorsi i też razem z Amerykanami świętowaliśmy. 
Dla nas było równie ważny moment, bo panieńsko - kawalerski dzień M. oraz P. Także przeświętowaliśmy to podwójnie.
Wieczorem usiedliśmy nad brzegiem jeziora Michigan [taki nasz Bałtyk - dobre jeziorko] tuż przy Parku Milenium i obejrzeliśmy przepiękny pokaz sztucznych ogni. 
A teraz zapraszam na pokaz zdjęć, bo one najlepiej oddadzą urok i piękno wszystkiego.


Bo dobre skarpetki to podstawa.



                

 Flaga, flaga, flaga wszędzie !!



         

Kolorystyka zachowana

 









Takie trochę schody przeciwpożarowe ;)


Końca nie widać ;)



Prawie jak BIKER


Down Town w kilku ujęciach. Trochę się tam czułam jak mróweczka nie dość że wszystko takie wysokie to jeszcze tłum innych mróweczek wokół Ciebie. Ale widoki niesamowite.




Fontanna Buckigham z widokiem, a u dołu piękny otwarty Amfiteatr w Parku Milenium



No i oczywiście Fasolka, zwana czasem Chmurką, Nerką jak kto woli. I oczywiście ja tam byłam z mymi amerykańskimi paznokciami ;)



        

Diabelski młyn na Navy Pier i jak zwykle widoki zapierające dech w persiach.







A teraz coś specjalnie dla mnie. Chicago zaskakuje mnie na każdym kroku, a ta wystawa była jak spełnienie marzeń przyszłego lekarza dentysty :)

         

Moje małe miłości <3


A teraz coś z naszego dnia panieńsko - kawalerskiego. Gra plenerowa udała się wyśmienicie a jej zakończenie arbuzowym Jackiem Danielsem tylko dopełniła wszystkiego. Pychotka.



Państwo młodzi w całej swojej okazałości i oczywiście ich odjazdowe czapeczki, które wzbudzały zainteresowanie przechodniów.



Goście też byli i bawili się znakomicie ;)



A teraz trochę nocnej  aury 4th July. Ja stałam na molo pełna zachwytu i nie wiedziałam co powiedzieć. Takie widoki mogłabym mieć codziennie.


No i oczywiście szalone fajerwerki.








A tu możecie zobaczyć końcówkę 30 minutowego pokazu :)


Enjoy

J.