4 lipca 1776 roku Stany Zjednoczone ogłosiły Deklaracje Niepodległości od Wielkiej Brytanii. I tak od tej pory corocznie hucznie obchodzą to święto. Taki nasz 11 listopada wzmocniony razy kilka. Ogródeczki ozdobione, flagi powywieszane. Amerykanie również sami przystrajają się trochę czy to koszulka czy to czapka, a czasem jakiś fajny gadżet. My nie byliśmy gorsi i też razem z Amerykanami świętowaliśmy.
Dla nas było równie ważny moment, bo panieńsko - kawalerski dzień M. oraz P. Także przeświętowaliśmy to podwójnie.
Wieczorem usiedliśmy nad brzegiem jeziora Michigan [taki nasz Bałtyk - dobre jeziorko] tuż przy Parku Milenium i obejrzeliśmy przepiękny pokaz sztucznych ogni.
A teraz zapraszam na pokaz zdjęć, bo one najlepiej oddadzą urok i piękno wszystkiego.
Bo dobre skarpetki to podstawa.

Flaga, flaga, flaga wszędzie !!
Kolorystyka zachowana
Takie trochę schody przeciwpożarowe ;)
Końca nie widać ;)
Prawie jak BIKER
Down Town w kilku ujęciach. Trochę się tam czułam jak mróweczka nie dość że wszystko takie wysokie to jeszcze tłum innych mróweczek wokół Ciebie. Ale widoki niesamowite.
Fontanna Buckigham z widokiem, a u dołu piękny otwarty Amfiteatr w Parku Milenium
No i oczywiście Fasolka, zwana czasem Chmurką, Nerką jak kto woli. I oczywiście ja tam byłam z mymi amerykańskimi paznokciami ;)
Diabelski młyn na Navy Pier i jak zwykle widoki zapierające dech w persiach.

A teraz coś specjalnie dla mnie. Chicago zaskakuje mnie na każdym kroku, a ta wystawa była jak spełnienie marzeń przyszłego lekarza dentysty :)
Moje małe miłości <3
A teraz coś z naszego dnia panieńsko - kawalerskiego. Gra plenerowa udała się wyśmienicie a jej zakończenie arbuzowym Jackiem Danielsem tylko dopełniła wszystkiego. Pychotka.
Państwo młodzi w całej swojej okazałości i oczywiście ich odjazdowe czapeczki, które wzbudzały zainteresowanie przechodniów.
Goście też byli i bawili się znakomicie ;)
A teraz trochę nocnej aury 4th July. Ja stałam na molo pełna zachwytu i nie wiedziałam co powiedzieć. Takie widoki mogłabym mieć codziennie.
No i oczywiście szalone fajerwerki.
A tu możecie zobaczyć końcówkę 30 minutowego pokazu :)
Bo dobre skarpetki to podstawa.
Flaga, flaga, flaga wszędzie !!
Kolorystyka zachowana
Takie trochę schody przeciwpożarowe ;)
Końca nie widać ;)
Prawie jak BIKER
Down Town w kilku ujęciach. Trochę się tam czułam jak mróweczka nie dość że wszystko takie wysokie to jeszcze tłum innych mróweczek wokół Ciebie. Ale widoki niesamowite.
Fontanna Buckigham z widokiem, a u dołu piękny otwarty Amfiteatr w Parku Milenium
No i oczywiście Fasolka, zwana czasem Chmurką, Nerką jak kto woli. I oczywiście ja tam byłam z mymi amerykańskimi paznokciami ;)
Diabelski młyn na Navy Pier i jak zwykle widoki zapierające dech w persiach.
A teraz coś specjalnie dla mnie. Chicago zaskakuje mnie na każdym kroku, a ta wystawa była jak spełnienie marzeń przyszłego lekarza dentysty :)
Moje małe miłości <3
Państwo młodzi w całej swojej okazałości i oczywiście ich odjazdowe czapeczki, które wzbudzały zainteresowanie przechodniów.
Goście też byli i bawili się znakomicie ;)
A teraz trochę nocnej aury 4th July. Ja stałam na molo pełna zachwytu i nie wiedziałam co powiedzieć. Takie widoki mogłabym mieć codziennie.
No i oczywiście szalone fajerwerki.
A tu możecie zobaczyć końcówkę 30 minutowego pokazu :)
Enjoy
J.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz