poniedziałek, 7 lipca 2014

Happy Birthday America


4 lipca 1776 roku Stany Zjednoczone ogłosiły Deklaracje Niepodległości od Wielkiej Brytanii. I tak od tej pory corocznie hucznie obchodzą to święto. Taki nasz 11 listopada wzmocniony razy kilka. Ogródeczki ozdobione, flagi powywieszane. Amerykanie również sami przystrajają się trochę czy to koszulka czy to czapka, a czasem jakiś fajny gadżet. My nie byliśmy gorsi i też razem z Amerykanami świętowaliśmy. 
Dla nas było równie ważny moment, bo panieńsko - kawalerski dzień M. oraz P. Także przeświętowaliśmy to podwójnie.
Wieczorem usiedliśmy nad brzegiem jeziora Michigan [taki nasz Bałtyk - dobre jeziorko] tuż przy Parku Milenium i obejrzeliśmy przepiękny pokaz sztucznych ogni. 
A teraz zapraszam na pokaz zdjęć, bo one najlepiej oddadzą urok i piękno wszystkiego.


Bo dobre skarpetki to podstawa.



                

 Flaga, flaga, flaga wszędzie !!



         

Kolorystyka zachowana

 









Takie trochę schody przeciwpożarowe ;)


Końca nie widać ;)



Prawie jak BIKER


Down Town w kilku ujęciach. Trochę się tam czułam jak mróweczka nie dość że wszystko takie wysokie to jeszcze tłum innych mróweczek wokół Ciebie. Ale widoki niesamowite.




Fontanna Buckigham z widokiem, a u dołu piękny otwarty Amfiteatr w Parku Milenium



No i oczywiście Fasolka, zwana czasem Chmurką, Nerką jak kto woli. I oczywiście ja tam byłam z mymi amerykańskimi paznokciami ;)



        

Diabelski młyn na Navy Pier i jak zwykle widoki zapierające dech w persiach.







A teraz coś specjalnie dla mnie. Chicago zaskakuje mnie na każdym kroku, a ta wystawa była jak spełnienie marzeń przyszłego lekarza dentysty :)

         

Moje małe miłości <3


A teraz coś z naszego dnia panieńsko - kawalerskiego. Gra plenerowa udała się wyśmienicie a jej zakończenie arbuzowym Jackiem Danielsem tylko dopełniła wszystkiego. Pychotka.



Państwo młodzi w całej swojej okazałości i oczywiście ich odjazdowe czapeczki, które wzbudzały zainteresowanie przechodniów.



Goście też byli i bawili się znakomicie ;)



A teraz trochę nocnej  aury 4th July. Ja stałam na molo pełna zachwytu i nie wiedziałam co powiedzieć. Takie widoki mogłabym mieć codziennie.


No i oczywiście szalone fajerwerki.








A tu możecie zobaczyć końcówkę 30 minutowego pokazu :)


Enjoy

J.

środa, 2 lipca 2014

Za wielką wodą, nad wielką wodą.


Odległość w zależności od kraju to pojęcie względne. Drogi to też pojęcie względne. Pokonać w Polsce 1792 km jest dość ciężko. No bo w sumie z północy na południe z najbardziej wysuniętych punktów na mapie jest około 850 km czyli trzeba byłoby wrócić tą samą drogą. A komu chciałoby się tą droga wracać, bo jak każdy wie drogi to nie jest nasza mocna strona. Ale tu nie o drogi chodzi tylko o wielką wodę.

Wielką wodę zwaną Niagarą. O kurczaki faktycznie jest wielka, ogromna, przeogromna. Brakuje mi słów w mym słowniku aby nadać odpowiedni majestat temu miejscu. W mojej małej blond główce nie może się jakoś zmieścić fakt że tej wody jest taka masa. Na prawdę siły natury są nie do ogarnięcia. 

Frajda nad Niagarą jest niesamowita. Na co dzień gdy zaczyna kropić deszcz to chyba każdy tak ma, że odruchowo zakrywa głowę albo chowa się pod jakiś daszek. A tu człowiek płaci 17$ aby zmoknąć pod kaskadą wody spływającej z Niagary. Cały stateczek pełen niebieskich ludków. Co ja Wam to będę opisywać zdjęcia przedstawią to lepiej.



Nabieramy sił przed Niagarą




Jesteśmy !!


Z jednej strony.



Widok na środku.


I z drugiej strony.


Statek pełen niebieskich ludzików.

         

Don't look down !! 


Ja i Abstrawear nad Niagarą




Pyszne Amerykańskie Hambuksy [awokado i bekon <3 ] albo jak kto woli "pankejksy" z syropem klonowym do tego jajeczniczka z ziemniaczkami. A do tego obsługa jak z nieba. A no i lemoniada najlepsza na świecie cytrynka lub truskawka. Mnami !!


        

Wracamy !! Ja kierowca rajdowca. Jakieś 150 mil za mną. Matylda Przemytniczka to znaczy Podróżniczka była razem z nami.
Panu A. dziękujemy za udostępnienie kilku ujęć ze swego aparatu :)

Do zobaczenia niedługo !!

Enjoy

J.