czwartek, 14 listopada 2013

taka nocna sytuacja

Akurat mamy dobrą porę na zrobienie wpisu. Ciut po północy wszystkie moje zmysły zaczynają pracować idealnie. Lubię tę porę doby. Cisza wszędzie, nawet jak wychodzę na balkon to aż tak przyjemnie. Polecam każdemu.
Ale nie o tym miało być. Z racji "tablicowej" ściany w kuchni, zagościł na niej wspaniały cytat. Cytat pochodzący z książki "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułchakowa. Zdjęcie możecie zobaczyć poniżej. Powiem szczerze mi ten cytat podoba się niezmiernie. Taki damulkowy powiedziałbym. Ale ze względu na to, że jest na tablicy dużo miejsca to czekam na propozycje innych cytatów :)



A tu poniżej coś wspaniałego dla wszystkich słuchaczy :)



Enjoy

J.

poniedziałek, 11 listopada 2013

November


Jakieś 48 postów temu, czyli ponad 365 dni temu napisałam taki listopadowy post. To i dziś wypadałoby w końcu odświeżyć bloga i coś tu naskrobać wirtualnym piórem.
Listopad jak co roku przyszedł szybko. Nawet nie wiem kiedy skończył się październik. Minęły dwa długie weekendy tak jakoś niezauważenie. Zdecydowanie za szybko. Za dużo spraw, za mało czasu. 

Ale razem z listopadem przyszły zmiany i nowości. Po miesiącu wyczekiwania, żywienia się głownie kanapkami i zupkami, doczekałam się kuchni. Wspaniałej delikatnej białej kuchni, ze swoją własną prywatną tablicą. Nie wiedziałam, że tak można tęsknić za gotowaniem. Poniżej kilka zdjęć i może w tym miesiącu będę bardziej pisząca.



     

 Rower mały, rower duży ;)



Kubków i szklanek Ci u nas dostatek.

     

Tablica <3 i słoiki na swoim miejscu :)


A takie zachody mamy wieczorami 


Do zobaczenia na:
FACEBOOK
INSTAGRAM


Enjoy

J.

środa, 9 października 2013

Przestój, zastój jak kto woli.

Wrzesień minął i to chyba szczęście. Mogę stwierdzić, że to był bardzo ciężki miesiąc. Miesiąc pracy, nauki, remontu i pożegnania. Wszystko po kolei i w skrócie.
Praca, a dokładniej miesięczna praktyka jako asystentka stomatologiczne wymęczyła mnie równo. Normalny 8 godzinny dzień pracy, pomykania jak mróweczka po gabinetach. Wysokie obroty i szybie tempo. Ale powiem krótko dużo mi to dało. Dodatkowo kilka miłych słów potwierdziło w przekonaniu, że to chyba dobry życiowy wybór.
Nauka no tak bo co to byłyby wakacje bez kampanii wrześniowej. Patofizjologa była zmorą tego września. Ale udało się strawiłam wszystko. I obecnie pisze do Was jako studentka III roku stomatologii.
Remont to stan który cały czas trwa. Przeprowadziłam się ale dalej mieszkam na budowie. ;) Ale najważniejsze, ze na swoim. Małymi kroczkami i już coraz jaśniej widać koniec. Jeszcze tylko kuchnia i salonik. Na szczęście jest jak na razie chłodno na podwórku to lodówka jest zbędna. I tak sobie mieszkamy we dwie z A. [moją Przyszywaną Złotą Nicią Siostrą]. Niestety zabrakło tu ukochanej D. ale takie życie pisze scenariusze i tak mam w głowie te dwa super lata współokatorowania.
Pożegnanie. Chyba nikt nie lubi pożegnań. W szczególności jak wyjeżdża ktoś bliski twemu sercu. I to wyjeżdża daleko, a nawet powiem że bardzo daleko [6723,12 km w linii prostej] i to wyjeżdża na dłużej. Tak wyjechała nasza M. [druga Przyszywana Złotą Nicią Siostra]. Ale to jest jej czas :) a w dobie internetu, e-maili i portali społecznościowych taka odległość to nie problem. Choć chciałoby się uściskać, poleżeć razem na podłodze i poplotkować. Ale to pożegnanie było bardziej takim "do zobaczenia", a jak wiadomo czas szybko płynie w tej naszej ludzkiej krainie.

Tyle z września. Październik. Szybko znika. W ciągu tych 9 dni zdążyłam się przeprowadzić, zachorować, pójść na balet rosyjski, który wystawiał "Jezioro Łabędzie", doznać wspaniałych wrażeń muzycznych na koncercie Dawida Podsiadło, pojechać na Grabarkę na spotkanie studentów, rozczarować się swoją wiedzą i wziąć się za siebie. Tylko 9 dni, a tyle zdarzeń tyle zmian.

Mam nadzieję, że przez moją długa nieobecność nie ubyło czytelników. I ktoś jeszcze ma ochotę czytać te moje zapiski.





jakość wyśmienita ale niestety
można wziąć aparat i nie włożyć do niego karty pamięci
Enjoy

J.



wtorek, 27 sierpnia 2013

Sierpniowe powroty...

Powroty do wszystkiego. Do domu, do łóżka, do nauki, do obowiązków, a najbardziej do rzeczywistości.
Spędziłam dwa tygodnie we wspaniałym miejscu z cudownymi ludźmi. Górka Grabarka to dla prawosławnych miejsce pielgrzymek, to tam można naładować swoje duchowe akumulatory, zebrać siły na najbliższy czas. Można tam odnaleźć siebie.
Co roku jeżdżę tam na Obóz Roboczy, gdzie młodzież spotyka się na dwa tygodnie aby pomóc siostrom przed świętem Przemienienia Pańskiego. Nie da się opisać jakie emocje towarzyszą każdemu z nas w tym miejscu. Stanowimy tam jedna wielką rodzinę. Mimo tego że bardzo ciężko pracujemy, bo jest tam co robić, to i tak przez cały czas czuć tą fantastyczną atmosferę, która unosi się wokół nas. Zawsze jest ktoś kto podniesie Cię na duchu, spowoduje uśmiech na twej twarzy lub po prostu przytuli. Zawsze ciężko się stamtąd wraca ale plusem jest to, że co roku te więzy rodzinne zacieśniają się i stają się trwalsze. A przyjaciele zostają na zawsze.
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości panny O.K. [mam nadzieję, że się nie pogniewasz za to, że je tu użyłam :*].
Cerkiew Przemienienia Pańskiego na Św. Górze Grabarce
pielenia pełną parą
a po południu...
<3
 


 
Nasza wędrówka z krzyżem. Taki wieczór tylko raz do roku. Łzy, ból i wiara.


zaraz zaczynamy - dyżury już rozpisane


Wszyscy na stanowiskach. I razem damy radę.




środa, 31 lipca 2013

KINOMANIAK

Wakacje wspaniały czas odpoczynku. Oprócz tego koszę trawę, pielę kwiatki, robię porządki w szafie i wszystkich domowych zakamarkach. Ale na piedestale jest remont mieszkaniowy. Jak na razie głównym punktem jest łazienka i toaleta, które były ciężkim orzechem  do zgryzienia.Jednak wspólnymi siłami udało się jakoś wybrać kolory i ustalić wzory. Mam nadzieję, że będzie ładnie.
Ale oprócz tych wszystkich obowiązków codziennie znajduje czas aby obejrzeć jakiś film. Moja lista każdego dnia rośnie i rośnie.
"Anna Karenina"- ekranizacja książki Tołstoja. Jak dla mnie wspaniały film. Taki inny, nagrany w bardzo fajny sposób. Tak jakby cały film rozgrywał się na scenie teatralnej. Do tego piękne stroje aktorów i można oglądać.


"Uniwersytet Potworów" - może mi ktoś powie, że nie lubi bajek? Ja mimo swoich 22 lat i 10 miesięcy uwielbiam czasem wyłączyć milczenie i obejrzeć dobry film animowany. Czasem mówi się że kolejna część dobrej bajki jest gorsza. Jednak w tym wypadku, nie mogę się zgodzić z tym stwierdzeniem. Jest fajna fabuła, fajne zwroty akcji i fajne moim zdaniem zakończenie. Polecam jako odprężenie wieczorem.
 



"Daję nam rok" - komedia romantyczna, dość przewidywalna. Fajny ale szału nie ma. Dobre na babski wieczór jako taki relaksator. 









"Mój przyjaciel Hachiko" - film o psie, który jest wspaniałym przyjacielem człowieka. Oparty na faktach. Rodzinny dobry nawet do obejrzenia z jakimiś dzieciakami. Ale też taki do uronienia łezki, kilku a nawet całego potoku. Co w wykonaniu moim i mej mamy było do przewidzenia, bo lubimy takie filmy.

 

"Big love" - powiem szczerze nie przepadam za polskimi filmami, bo bardzo często są to komedie, które nie do końca są śmieszne. Ale czasem trafi się inny film i taki właśnie jest "Big love". Film o miłości, pożądaniu, poświęceniu, bólu i stracie. Momentami pikantny, czasem straszny i trochę brutalny. Opart na zdarzeniach autentycznych. Dobry polski film.


"Uprowadzona 2" - druga część  filmu Olivera Magatona; dalsze losy Bryana, który po raz koljny musi ratować swoją rodzinę przed Albańską mafią. Film nie trzyma w napięciu tak jak część pierwsza ale wart obejrzenia. Jest trochę zbyt fantastyczny jak dla mnie. Ale utrzymany dalej na dobrym poziomie.

czwartek, 18 lipca 2013

kilka lipcowych dni

Lipiec - miesiąc wakacyjny. Po raz pierwszy udało mi się pojechać na do Dubicz Cerkiewnych na imprezę plenerową zwaną "Noc Kupały". Niestety pogoda nie dopisała, bo cały wieczór to siąpił, to padał deszcz. To nie przeszkodziło mi jednak boso i bez żadnej parasolki skakać pod sceną w rytmie utworów zespołu Haydamaky. Z tego miejsca pozdrawiam moją współtowarzyszkę szalonych tańców J. :*
Teraz cóż siedzę sobie na mokotowskim balkonie i słucham wylatujących z Okęcia samolotów. Taki wspaniały dźwięk. Mimo wakacji spędzam ten czas dosyć pracowicie. Najbliższy rok zapowiada się ciężko. Jak uda mi się pogodzić dwa kierunki to może być wesoło, dlatego już teraz ogarniam delikatnie swój licencjat. Zobaczymy co z tego wyniknie. Oprócz obowiązków są też i przyjemności. Wczoraj jakże przyjemne spotkanie z P.P. z jakże miłym zaproszeniem na najważniejszą dla Nich uroczystość. Dziś natomiast udało mi się odwiedzić Francuską Trzydzieści. Wspaniałe miejsce na Saskiej Kępie. Jak pokaże wam zdjęcia to tez zapewne Wam się spodoba.






Enjoy

J.

środa, 10 lipca 2013

До скорой встречи !!

I tak oto minęło 11 dni W Sankt Petersburgu. Jak na razie koniec naszej rosyjskiej wyprawy. Myślę że jeszcze tu wrócimy, bo to było tak na prawdę tylko rozpoznanie terenu. Jak tak samo jak w Moskwie 3 lata temu, tak i tu poczułam się jak w domu. W sumie mogłabym tu zamieszkać. Wystarczy podszkolić język, może tym razem uda się spełnić to założenie. Obecnie siedzimy sobie na lotnisku i czekamy. Odliczamy minuty do jakże nieubłaganego odlotu. Z jednej strony fajnie wracamy do domu, z drugiej strasznie smutno, że to już koniec.
Na koniec kilka zdjęć. 
Mamo, Tato do zobaczenia w domu :*


U Dostojewskiego :)
Ostatni rzut oka na nasze piękne sąsiedztwo <3
A tak żegnamy Питер и Друзей из Грибоедова !!
До скорой встречи !!

O tak !!

Enjoy

J.