środa, 4 grudnia 2013

no i cóż że ze Szwecji ;)

Zakupy czynność niewątpliwie odprężająca. Choć zależy dla kogo. Ja akurat odpoczywam wtedy maksymalnie. A gdy zakupy dotyczą wyposażenia domowego to już w ogóle jestem "in seven haven".  Dlatego też gdy wybrałam się z mą ukochaną Mamą na wyprawę do IKEI moje radość nie miała końca. Całe skrupulatnie rozpisane zakupy zajęły nam około 4 godzin i oczywiście do wózka powędrowało "kilka" drobiazgów spoza listy. Po podejściu do kasy z przepełnionym wózkiem zaczęłam się zastanawiać czy aby przypadkiem nie przesadziłyśmy. A gdy przemiła pani kasjerka zaczęła nabijać wszystko na paragon to wolałam zasłonić oczy. Nawet nie wiecie jak wielkie było moje zdziwienie gdy kwota okazała się dwa razy mniejsza od tej zakładanej przeze mnie w czarnym scenariuszu. A tu na dole efekty mego "zakupomaniactwa".



Tyle radości za 3.99 :)


Zieleń, czerń, biel i czerwień <3 Taka kolorystyka
Jedzenie z takich talerzy to sama przyjemność ale spotkanie z ostrzem noży już nie koniecznie... Tak tak palce mam co rusz pełne plasterków.





I. to o tym wzorze Ci mówiłam. Skradł moje serce gdy go tylko zobaczyłam. A sen pod taką kołdra  na takiej poduszce, jest nieziemsko przyjemny. Wstawanie rano stało się ostatnio trudniejsze.



A tu ozdoby choinkowe. Już nie mogę się doczekać tego momentu przystrajania świątecznego drzewka i całego mieszkania.




Enjoy

J.

poniedziałek, 2 grudnia 2013

tak to już grudzień !!



Grudzień czas przedświątecznego szału i magii, bo mimo tej całej komercyjnej otoczki i tak jest pięknie. Wszędzie można usłyszeć świąteczne piosenki Last Christmas lub All I want for Christmas is You nieodłączne hity, które nie ukrywając uwielbiam Niestety brak do tych wszystkich elemetów śniegu. Czasem rano można dostrzec jakieś kilka płatków na samochodach ale to nic wielkiego. Co przyniesie grudzień tego nie wie nikt. Ale myślę, że będzie zaskakujący.

Tak jak moja weekendowa podróż za wschodnią granicę. A dokładniej do Mińska stolicy Białorusi. Tam śniegu już trochę jest i nawet udało mi się zaliczyć pierwszą mini bitwę na śnieżki.
Spodziewałam się, że zobaczę tam dużo śmieci, szarości i przygnębienia. A tu proszę mimo niepogody, która nas nie opuszczała i cały czas kropił deszcz, a mgła nie chciała odpuścić, było wspaniale. Architektura centrum piękna, żadnych reklam i banerów na budynkach <3. Poza centrum mnóstwo nowych bloków, nie małych szarych klocków tylko fajnych "różnopiętrowych" bloczków.
dodatkowo występ na scenie Filharmonii Białoruskiej naładował nas pozytywnie, a tego było mi trzeba. Podróż oczywiście było kwintesencją wszystkiego, bo jak tu się dobrze nie bawić w takim muzycznym gronie ;)
Niżej trochę zdjęć,

Miejsce występu -  Filharmonia Białoruska


Bo jedzenie to nieodzowny element podróży :)


Po tym kawałku ciasta dzień był wyśmienity :)



   

Taka urocza łazieneczka.




Zahaczyliśmy też o kilka sklepów muzycznych <3


  





 I nie tylko muzycznie ;)



                                                                               
Taka biblioteka. Trochę jak duży pająk, a trochę jak silos. Nowoczesność na najwyższym poziomie. Książki są wydawane w sposób zautomatyzowany. Zjeżdżają z baaaaaardzo wysokich półek za pomocą specjalnych urządzeń. A im starsze książki tym wyżej są położone ze względu na lepsze ciśnienie i mniejszą wilgotność.

                                    



Języki świata !!

   

 U mnie tylko 7 pięter, więc nie mogłam się powstrzymać.



A tak się bujałam :)

Enjoy

J.

czwartek, 14 listopada 2013

taka nocna sytuacja

Akurat mamy dobrą porę na zrobienie wpisu. Ciut po północy wszystkie moje zmysły zaczynają pracować idealnie. Lubię tę porę doby. Cisza wszędzie, nawet jak wychodzę na balkon to aż tak przyjemnie. Polecam każdemu.
Ale nie o tym miało być. Z racji "tablicowej" ściany w kuchni, zagościł na niej wspaniały cytat. Cytat pochodzący z książki "Mistrz i Małgorzata" Michaiła Bułchakowa. Zdjęcie możecie zobaczyć poniżej. Powiem szczerze mi ten cytat podoba się niezmiernie. Taki damulkowy powiedziałbym. Ale ze względu na to, że jest na tablicy dużo miejsca to czekam na propozycje innych cytatów :)



A tu poniżej coś wspaniałego dla wszystkich słuchaczy :)



Enjoy

J.

poniedziałek, 11 listopada 2013

November


Jakieś 48 postów temu, czyli ponad 365 dni temu napisałam taki listopadowy post. To i dziś wypadałoby w końcu odświeżyć bloga i coś tu naskrobać wirtualnym piórem.
Listopad jak co roku przyszedł szybko. Nawet nie wiem kiedy skończył się październik. Minęły dwa długie weekendy tak jakoś niezauważenie. Zdecydowanie za szybko. Za dużo spraw, za mało czasu. 

Ale razem z listopadem przyszły zmiany i nowości. Po miesiącu wyczekiwania, żywienia się głownie kanapkami i zupkami, doczekałam się kuchni. Wspaniałej delikatnej białej kuchni, ze swoją własną prywatną tablicą. Nie wiedziałam, że tak można tęsknić za gotowaniem. Poniżej kilka zdjęć i może w tym miesiącu będę bardziej pisząca.



     

 Rower mały, rower duży ;)



Kubków i szklanek Ci u nas dostatek.

     

Tablica <3 i słoiki na swoim miejscu :)


A takie zachody mamy wieczorami 


Do zobaczenia na:
FACEBOOK
INSTAGRAM


Enjoy

J.

środa, 9 października 2013

Przestój, zastój jak kto woli.

Wrzesień minął i to chyba szczęście. Mogę stwierdzić, że to był bardzo ciężki miesiąc. Miesiąc pracy, nauki, remontu i pożegnania. Wszystko po kolei i w skrócie.
Praca, a dokładniej miesięczna praktyka jako asystentka stomatologiczne wymęczyła mnie równo. Normalny 8 godzinny dzień pracy, pomykania jak mróweczka po gabinetach. Wysokie obroty i szybie tempo. Ale powiem krótko dużo mi to dało. Dodatkowo kilka miłych słów potwierdziło w przekonaniu, że to chyba dobry życiowy wybór.
Nauka no tak bo co to byłyby wakacje bez kampanii wrześniowej. Patofizjologa była zmorą tego września. Ale udało się strawiłam wszystko. I obecnie pisze do Was jako studentka III roku stomatologii.
Remont to stan który cały czas trwa. Przeprowadziłam się ale dalej mieszkam na budowie. ;) Ale najważniejsze, ze na swoim. Małymi kroczkami i już coraz jaśniej widać koniec. Jeszcze tylko kuchnia i salonik. Na szczęście jest jak na razie chłodno na podwórku to lodówka jest zbędna. I tak sobie mieszkamy we dwie z A. [moją Przyszywaną Złotą Nicią Siostrą]. Niestety zabrakło tu ukochanej D. ale takie życie pisze scenariusze i tak mam w głowie te dwa super lata współokatorowania.
Pożegnanie. Chyba nikt nie lubi pożegnań. W szczególności jak wyjeżdża ktoś bliski twemu sercu. I to wyjeżdża daleko, a nawet powiem że bardzo daleko [6723,12 km w linii prostej] i to wyjeżdża na dłużej. Tak wyjechała nasza M. [druga Przyszywana Złotą Nicią Siostra]. Ale to jest jej czas :) a w dobie internetu, e-maili i portali społecznościowych taka odległość to nie problem. Choć chciałoby się uściskać, poleżeć razem na podłodze i poplotkować. Ale to pożegnanie było bardziej takim "do zobaczenia", a jak wiadomo czas szybko płynie w tej naszej ludzkiej krainie.

Tyle z września. Październik. Szybko znika. W ciągu tych 9 dni zdążyłam się przeprowadzić, zachorować, pójść na balet rosyjski, który wystawiał "Jezioro Łabędzie", doznać wspaniałych wrażeń muzycznych na koncercie Dawida Podsiadło, pojechać na Grabarkę na spotkanie studentów, rozczarować się swoją wiedzą i wziąć się za siebie. Tylko 9 dni, a tyle zdarzeń tyle zmian.

Mam nadzieję, że przez moją długa nieobecność nie ubyło czytelników. I ktoś jeszcze ma ochotę czytać te moje zapiski.





jakość wyśmienita ale niestety
można wziąć aparat i nie włożyć do niego karty pamięci
Enjoy

J.



wtorek, 27 sierpnia 2013

Sierpniowe powroty...

Powroty do wszystkiego. Do domu, do łóżka, do nauki, do obowiązków, a najbardziej do rzeczywistości.
Spędziłam dwa tygodnie we wspaniałym miejscu z cudownymi ludźmi. Górka Grabarka to dla prawosławnych miejsce pielgrzymek, to tam można naładować swoje duchowe akumulatory, zebrać siły na najbliższy czas. Można tam odnaleźć siebie.
Co roku jeżdżę tam na Obóz Roboczy, gdzie młodzież spotyka się na dwa tygodnie aby pomóc siostrom przed świętem Przemienienia Pańskiego. Nie da się opisać jakie emocje towarzyszą każdemu z nas w tym miejscu. Stanowimy tam jedna wielką rodzinę. Mimo tego że bardzo ciężko pracujemy, bo jest tam co robić, to i tak przez cały czas czuć tą fantastyczną atmosferę, która unosi się wokół nas. Zawsze jest ktoś kto podniesie Cię na duchu, spowoduje uśmiech na twej twarzy lub po prostu przytuli. Zawsze ciężko się stamtąd wraca ale plusem jest to, że co roku te więzy rodzinne zacieśniają się i stają się trwalsze. A przyjaciele zostają na zawsze.
Wszystkie zdjęcia dzięki uprzejmości panny O.K. [mam nadzieję, że się nie pogniewasz za to, że je tu użyłam :*].
Cerkiew Przemienienia Pańskiego na Św. Górze Grabarce
pielenia pełną parą
a po południu...
<3
 


 
Nasza wędrówka z krzyżem. Taki wieczór tylko raz do roku. Łzy, ból i wiara.


zaraz zaczynamy - dyżury już rozpisane


Wszyscy na stanowiskach. I razem damy radę.