Nie wiem czy Wy tak macie, ale ja uwielbiam jak dzieję się coś choć trochę szalonego. Tak się składa, że w samym środku mego wyjazdu nad morze wcisnęło mi się wesele. Cóż mogłam zrobić. Oczywiście po wielu konsultacjach, wykonaniu listy "za" oraz "przeciw", postanowiłam wrócić z moimi kochanymi rodzicami na to wesele. I jak się okazało był to trafny wybór. To nic, że zrobiliśmy 830 dodatkowych kilometrów. To nic, że całą podróż powrotną prowadziłam, bo byłam jedyną bez żadnych promili we krwi, a wieczorem byłam jak zaspany mops. Ale było warto !! Wesele odbyło się w bardzo urokliwym miejscu, jakim jest "Majątek Howieny" w Pomigaczach. Było gdzie pochodzi, porobić zdjęcia i pooglądać zwierzęta, które wędrowały sobie po swoich włościach. Bawiłam się fantastycznie w doborowym towarzystwie. Za co bardzo dziękuję panu M.
 |
| Nasze miejsce uciech |
 |
| Pan Osiołek |
 |
| Czyżby grzybki... |
A teraz wracamy do wakacyjnego leżenia, odpoczywania, opalania i jedzenia. Tak, tak jedzonko to coś wspaniałego tutaj. Ja mogłabym tutaj tylko smakować i smakować. No ale jakbym tak robiła, to mogłabym zacząć już wymieniać wszystkie ubrania na parę rozmiarów większe. Słońce smaży, także wrócę opalona i w końcu nie będę straszyła swą bladością.
 |
| Piwko x3 |
 |
| Szarlotka z lodami !! <3 |
 |
| Dla niewtajemniczonych tutaj właśnie sobie leniuchuje. |
Enjoy
J.
Ech... zazdroszczę wesela, szczególnie tak oryginalnego!
OdpowiedzUsuń