Listopad przyszedł bardzo szybko. Czas wielu codziennych herbat z cytryną, grzanego wina z goździkami, ciepłych kolorowych skarpetek oraz kaloszy. Przynajmniej dla mnie z tymi rzeczami kojarzy się listopad. Śniegu już prawie nie ma. To chyba był tylko taki jednorazowy wyskok pogodowy. Gorzej tylko, że zniszczył on piękne kolorowe liście na drzewach i na następne będzie trzeba czekać kolejny rok. Aj nic na to nie poradzimy. Cieszmy się listopadem.
Razem z listopadem nastał długi weekend. Tak wyczekiwany przez wszystkich. Ja bardzo już chciałam wrócić do domu. Poleżeć na swoim łóżku, posiedzieć przy kominku z kubkiem kakao i obejrzeć z mamą jakąś romantyczną komedie. I już prawie wszystko udało mi się wykonać z tej listy. Jak cudowne są powroty do domu. Oczywiście 1 listopada wieczorem, tradycyjnie jak co roku, udało mi się odwiedzić cmentarz. Wyglądał jak zwykle tego dnia przecudownie. Już z dużej odległości można było zobaczyć łunę światła nad tym miejscem. Coś wspaniałego i niezapomnianego. Lubię takie momenty.
Minusem jest tylko to, że tak jak zwykle to co dobre szybko się kończy. I już za chwilkę już za momencik, będzie trzeba się spakować i ponownie wrócić do świata wyższej edukacji. Ale damy radę. Prawda ?! Ja mam ostatnio jakiś duży zasób energii i endorfin w swym organizmie, dlatego myślę, że uda mi się nie ulec jesiennej chandrze. Tylko uśmiechać się codziennie i rozweselać ludzi mym zielonym rowerem.
Na poprawę nastroju dla wszystkich piosenka "Spadochron" w wykonaniu Meli Koteluk. Niedawno zasłyszane, ale po prostu tak wpada w ucho, że nie da się tego opisać. Zachęcam do słuchania i wielokrotnego odtwarzania
Enjoy
J.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz